Kolekcjonerskie motto

"Trzeba marzyć tak, jakby się miało żyć całą wieczność i żyć tak, jakby się miało umrzeć jutro." [James Dean (1931-1955)]

4 lis 2023

Czarno-biały świat Welton

Czy można przejść obojętnie obok smukłych flakonów przypominających drapacze chmur w Nowym Yorku?

Ja, flakonowa sroka, nie potrafiłam i oczywiście skorzystałam z zaproszenia 😉



Piątkowe popołudnie spędziłam w monachijskiej perfumerii prowadzonej przez przesympatycznych włascicieli: panią Michaelę Andraschko i pana Alberta Glossnera i był to dla mnie czas owocny w wiedzę i olfaktoryczne doświadczenia.

Znalazło się także coś dla pokrzepienia ciała 😉





Dzięki zaproszeniu 'La Parfumista' miałam okazję w miłym towarzystwie i uroczej atmosferze poznać autora/właściciela marki WELTON: niestety nie osobiście - John-Paul Welton łaczył się z nami przez wideokonferencję, ponieważ z powodu szalejącej niepogody w Toskanii nie mógł dotrzeć do Monachium. 





Die kleine Theatiner Parfümerie pomieściła w swych pięknych kulisach zainteresowanych perfumomaniaków, przedstawicieli prasy, artystycznego świata  i oczywiście perfumeryjnych bloggerów.





Monika z 'La Parfumista' snuła z pasją historie o inspiracji każdego z zapachów, po czym John-Paul opowiedział z zaangażowaniem o stworzeniu marki, o współpracy ze znakomitymi kreatorami mody (m.in. z Karlem Lagerfeldem i Christianem Lacroix), o zbieraniu pomysłów do swojego zapachowego portfolio, o rozwoju tej pasji i trochę też o prywatnym życiu. 

To niesamowite - mogłam się przekonać, że za perfumami stoi żywy człowiek. Że tworzenie perfum to na szczęście nie zawsze i nie tylko wynik marketingowych decyzji, ale emocje, wspomnienia, uczucia, sympatie konkretnej osoby, przekazane odbiorcom za pomocą nut i pachnących obrazów.


[WELTON to nie tylko perfumy. To także świe­ce i aromatyczne dyfuzory do pomieszczeń oraz linia pielęgnacyjna zawierajaca mydła i płyny do mycia.]




Wracając do perfum - obecnie w ofercie marka posiada 4 linie zapachowe:


▪︎Talisman Collection:

(w koncentracji extraktu perfum) 

L'Amour Absolu - Oriental - Gourmand blend

Lucky Charm - Oriental - Woody blend

Narcotic Elixir - Oriental - Leather blend


▪︎Olfactory Journey Collection:

Oud Inspiration - Woody - Amber blend

Secret Amber - Floral - Musky blend

Bois de Babylone - Woody - Leather blend

Essence de Bois Précieux - Woody - Oriental blend

Jasmin Sacré - Floral - Fresh - Oriental blend

Iconic Amber Oud - Oud - Spicy - Amber blend

Rose Empire - Floral - Spicy - Woody blend


▪︎Shadow & Light

(w koncentracji EdT i różnch pojemnościach: 50ml, 100ml i 200ml we flakonie z vintydżową pompką)

Oud Inspiration – Woody Amber  

Bel Iris – Woody Spicy  

Cuir Insolite – Spicy Floral Woody  

Singulière Rose Chyprée – Chypre Floral  

Secret Amber – Floral Musky 


▪︎Bliss Collection

Sencha - Citrus - Aromatic blend

Ryokucha - Citrus blend

Baicha - Floral blend

Keemun - Oriental blend


Mieliśmy możliwość przetestować wszystkie z dostępnych zapachów i okazało się, że najbliższa mojemu sercu i nosowi jest kolekcja ekstraktów perfum z linii Talisman: gęstych, nasyconych zapachów orientalnych; szczególnie zauroczył mnie skórzany 'Narcotic Elixir' i drzewny 'Lucky Charm'.




Reszta jest też przepiękna: dobrze nosiło mi się nietypowo jaśminowo-świeże 'Jasmin Sacre', a herbaciana linia Bliss pozwoliła na przeniesienie się w mgnieniu oka na daleki Wschód, z kolei sprzedażowy hit marki 'Secret Amber' swoją różaną słodyczą zachwycił prawie wszystkich obecnych.

Flakony ozdobione srebrnymi/złotymi etykietami i bakelitowymi korkami z magnetycznym zamknięciem są wielką gratką dla estetów i kolekcjonerów perfum.

Zapachy Welton to nisza noszalna, która kupuje potencjalnych klientów prostym przekazem i nieudziwnionym pięknem. Mnie kupiła w 100% 😄



Serdecznie dziękuję organizatorom za tę możliwość i przemiłe przyjęcie.





[fotograficzne zaproszenie na spotkanie z JPW jest autorstwa 'La parfumista', pozostałe zdjęcia wykonałam ja i mój mąż]

[na zdjęciu w perfumerii razem ze mną są Jennifer Siemann i Nina Zeilnhofer - miło było Was poznać]



22 lip 2019

Loewe - Un Paseo por Madrid

Od roku 2012 marka Loewe zabiera nas na zapachowe przechadzki po Madrycie, mieście będącym synonimem sztuki, pasji i kultury.
W pierwszej serii Emilio Valeros, nos marki, stworzył 8 zapachów na cześć wyjątkowych miejsc:

  • El cielo sobre la Plaza de Oriente
  • Atardecer en los Jardines del Buen Retiro
  • Tras la tormenta en el Jardín Botánico
  • Un balcón sobre el Paseo del Prado
  • El 8 de Gran Vía
  • Amanecer en la bella Cibeles
  • Las tardes de Capricho
  • La Ópera en el Teatro Real (2012/2013)




Każdy z flakonów został zamknięty w luksusowym pudełku z ilustracją i opisem, ozdobiony wstążką w kolorze historii miejsca, o którym opowiada.




W kolejnych latach do serii dołączyło jeszcze 9 kompozycji:

  • Encuentro en el Puente Reina Victoria
  • Descubriendo Colón
  • Tertulia en la Plaza Mayor (2015)
  • Mayrit
  • Primavera en el Mercado de San Miguel
  • Tardes de Domingo en el Hipódromo (2016)
  • De la Mano por la Rosaleda - edycja limitowana (2017)
  • De Marcha por Malasaña (2018)
  • Paseando por la Calle Mayor (2019)
 


Moim ulubionym flakonem jest oczywiście czarny De Marcha por Malasaña...

 


Ale jak się nie ma tego, co się lubi....


To się ma co innego - i tak zupełnym przypadkiem trafił niedawno w moje ręce flakon
"Tras la tormenta en el Jardín Botánico" czyli spacer przez Madryt po burzy w ogrodzie botanicznym....




A jak pachnie w tymże ogrodzie?
Orientalnie!
Dla mojego nosa to z jednej strony klasyczny duet oud-róża, ale z drugiej - dzięki fiołkowi jest pudrowo-delikatny i 'zamglony'. Ostre, oudowe tony wyciszają sie szybko, szafranowa mgiełka znika i zostaje drzewno-rozana, elegancka baza.
Trwałość bardzo przeciętna, dyfuzja w pierwszych 30 minutach spora, po czym zjeżdża na minimum mocy :(



Loewe Un Paseo por Madrid - Tras la tormenta en el Jardín Botánico

Rok powstania: 2012
Nuty zapachowe
głowy: szafran, róża i fiołek;
serca: drzewo sandałowe, paczula i agar (oud);
bazy: wetyweria i piżmo.

Źródła zdjęć:
1. Hola.com
2.



19 lip 2019

Reaktywacja

Reaktywacja?


W poprzedniej formie blog już nie wróci.

Nie czuję się na siłach żeby od nowa zacząć opowiadać zapachowe bajki.
Chciałabym jednak znajdować czas, żeby dzielić się z Wami nowymi szkiełkami.

Przez lata ciszy (sześć :o ) kolekcja rozrosła mi się w pokaźny zbiór szkieł i w dalszym ciągu zagina moją czasoprzestrzeń. Już się nawet w garażu nie mieszczę!

Flakony stoją w pudłach i pudełkach, w sypialni i w garderobie, w witrynkach i szafkach,
na nich i pod nimi. Są wszędzie!
I pewnie tak już zostanie ;)



Na początek pokażę jednego z moich ulubieńców - zapachowych i flakonowych.
Za każdym razem zachwycam się kolorem i fakturą flakonu:



oraz oczywiście przepięknym zapachem.

Pudrowo-kremowy bukiet kwiatowy z otwarcia przechodzi na mojej skórze dość płynnie w nutę ryżowego kleiku (doskonale znaną miłośnikom Kenzo Amour) otuloną smugą kadzidła i drzewną słodyczą, by za chwilę wybuchnąć ponownie upajającą kwiecistosćią.
Dla mnie zapach nie jest słodki, spod górnej warstwy przebrzmiewa wręcz cierpka, 'oudopodobna' nuta.


Na fragrantice można znaleźć plakat reklamowy:






Eaudemoiselle de Givenchy Absolu d’Oranger

Rok powstania: 2015
Nuty zapachowe:
głowy - kwiat pomarańczy, jaśmin i róża;
serca - nuty drzewne, kadzidło i ryż;
bazy - wanilia i fasolka tonka.


Źródła zdjęć:
1. mojego autorstwa
2. https://www.fragrantica.pl/perfumy/Givenchy/Eaudemoiselle-de-Givenchy-Absolu-d-Oranger-29900.html

9 gru 2013

Świeczkowo

Pisałam mniej (raczej wcale), bo pachniałam mniej (rzadziej, delikatniej) - ale pachnącymi szkiełkami nie przestałam sie otaczać.
Tym razem wzięło mnie na świece :D
Pachnące oczywiście!

Nie, nie zamierzam ostatnich Czytelników bloga zanudzać opisami zapachów świec ;)
Nie zamierzam Was wcale namawiać, ani przekonywać - to kolejna studnia bez dna. Kolejny fioł.
Mnie wciągnęło. Już nie wystarcza mi delikatny obłok wokół szyi, teraz chcę czuć coś pachnącego w każdym pomieszczeniu! I najlepiej, gdy w każdym pachnie inaczej :D

Zaczęło się niewinnie od kilku wosków:


 i wygrzebanego starego kominka, poźniej dochodziły małe świece i samplery:



Obecnie najchętniej zaopatruję się w duże słoje. Czasem głos rozsądku "wygrywa". I mój gust :D Bo jednak duże słoje wyglądają najładniej. Dla mnie :)

Nawet okrojony asortyment europejski pozwala na zapachową różnorodność. Z każdego zapachowego kierunku potrafię wyszukać coś, co odpowiada wszystkim domownikom. Cieszy mnie bardzo, że całą rodzinę dopadł świecowy entuzjazm. Na koniec nasz ulubieniec:



Pachnących snów!


6 gru 2013

Mikołajki, hej!

Minęło już tyle czasu od mojego ostatniego wpisu...
Szok!

Dziś jest dobry dzień aby wpaść na chwile z życzeniami i się przypomnieć ;)



Znalazłam taki wierszyk:


"...Kiedy zaczniesz wór pakować
z prezentami Mikołaju
to nam przynieś razem z nimi
mały okruch szczęścia z raju...."


I tego Wam z całego serca życzę - małych okruchów szczęścia i spełnienia marzeń.
Nie tylko pachnących ;)

Mój okruch szczęścia okazał sie dziś całkiem wielkim 'okruszyskiem'



- mam namiastkę pełni lata paskudnej pogodzie za oknem na przekór :D










25 sty 2013

Solinotes cz.3 - Musc i cz.4 - Mûre

Dojrzałam do krótkich notatek na temat kolejnych jednonutowców Arno Sorel.
Zostawiłam na koniec dwa zapachy, które nie zachwyciły mnie tak bardzo, jak opisywane wcześniej Patchouli i Ambre.

Trzecią przetestowaną nutką jest Musc - czyli piżmo.
Tu w mydlanym wydaniu, bez dodatków kwiatowych, bez cielesnego akcentu; czyste, lekkie, syntetyczne piżmo.



Czwarte w kolejce były jeżyny - Mûre.
One spodobały mi się najmniej. Od pierwszego 'niucha' czujemy plastikowe owoce.
Z początku lekko kwaskowate, później trochę słodsze, niestety, wciąż plastikowe.


Daleko im do cierpkich, soczystych owoców rwanych prosto z krzaka :(((



Ale co ciekawe, jeżyny całkiem dobrze komponują się w miksie z piżmem.
Nutki nałożone na siebie tracą sztuczność, pokazują noszącemu całkiem nowe oblicze. Połączone 'podbijają' swoje najlepsze cechy: kwaskowatość jeżyn i pudrowość piżma.




Obecnie nie noszę ich praktycznie wcale [denko, wiadomo ;)], ale na wiosnę, na niezobowiązujące okazje np. wyjście z dzieckiem do piaskownicy czy dzień prasowania, będą jak znalazł :D

Arno Sorel, 2010 
Solinotes Musc nuty: piżmo;
Solinotes Mûre nuty: jeżyny.


[Zdjęcie jeżyn znalazłam na stronie sklepu Dehner;
pozostałe zdjęcia mojego autorstwa]

24 sty 2013

"Projekt denko"

Naszło i mnie.
Zaraza rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie :D
Blogerki kosmetyczne prześcigają się w wykańczaniu zalegających zapasów, niechcianych prezentów czy nietrafionych zakupów. Zużywają "do dna" i cieszą się z możliwości napoczęcia nowego opakowania.

U mnie nie o kosmetykach będzie (wiadomo), tylko o perfumach.
Wspominałam niedawno TU, jaką frajdę sprawiło mi pożegnanie kolejnego flakonika z końcówką perfum i przestawienie go na kolekcyjną półkę ;)

Tak będzie to mniej więcej w magdulenkowni wyglądało - będę starała się wypsikać do dna końcówki perfum:
* schowanych z sentymentu,
* schowanych, bo szkoda używać,
* schowanych, bo pewnie już nigdy takich samych nie kupię....

Na dobry początek wyciągnęłam 5-ciu skazańców:


Wyliczając od lewej
1. Carla Fracci - Giselle
2. Armand Basi - In Red EdT
3. Guerlain - Coriolan
4. Etat Libre d'Orange - Antihéros
5. Azzaro - Visit for women

Każdy z tych zapachów lubię, choć każdy jest inny. Z każdym wiąże się jakaś miła historyjka.
Ale zajmują miejsce w perfumeryjnej komodzie i muszą w końcu odejść. Sentymenty na bok!


Na koniec chwalę się flakonami zużytymi w przeciągu ostatnich 2-3 miesięcy:



Znów od lewej
1. Gres - Cabotine 
2. Demeter - Christmas Tree
3. Ralph Lauren - Safari 
4. Comme des Garcons - 2 Silver Words
5. Yves Saint Laurent -  Cinema Festival d'Ete
6. Banana Republic - Rosewood
7. Vivienne Westwood - Libertine
8. Torrente - L'or Rouge
9. Marc Jacobs - Bang
10. Chopard - Happy Spirit Elixir d'Amour 

Spory sukces, prawda?








11 sty 2013

Odrobina prywaty na koniec tygodnia :)

Dziś jest jeden z tych Wyjątkowych Dni w roku.
Świetujemy z szanownym Małżonkiem kolejną rocznicę ślubu....
Po tylu burzach, po tak wielu trudnościach - jest co świętować!

I w tym miejscu (bo wiem, że czasem bloga podczytuje ;) ) chciałabym mu podziękować.
Za każdy dobry dzień.
Za każdą godzinę radości.
Za każdą sekundę szczęścia.





"Czasami, kiedy pomyślę sobie o tym wszystkim co mam, 
muszę się uszczypnąć, aby się upewnić, że nie śnię. 
To dlatego, że miłość do Ciebie jest najpiękniejszą rzeczą, 
jaka mnie kiedykolwiek spotkała."

8 sty 2013

Odrobina wiosny...

w środku zimy :)

Za oknami słońce, temperatura wskazuje porę roku zupełnie inną niż kalendarz, a ja mam grypę stulecia :(

Postanowiłam więc poprawić sobie humor (tzn. poprawiałam go sobie już od kilku dni)
i 'wykończyłam' jeden z moich ulubionych wiosennych zapachów. Odnajdujecie w tym zdaniu sprzeczność?? Zupełnie niepotrzebnie. Dla mnie każdy wykończony flakon = radość, bo butelka trafia na kolekcyjną półeczkę ;)



Moim poprawiaczem humoru był Boudoir Sin Garden od Vivienne Westwood.
Wariacja leżąca miliony lat świetlnych od klasyka, ale za to idealna na wiosenny czy letni czas.



BSG przenosi mnie wraz z każdym uruchomieniem atomizera do pięknego angielskiego ogrodu, gdzie własnie wstaje poranek w pierwszy ciepły dzień wiosny, gdzie przyroda przebudzona z zimowego snu 'wybucha' feerią barw i zapachów. Gdzie siadam w wilgotnej jeszcze od rosy trawie, odpływam myślami daleko, a natura podszeptuje nazwy kwitnących kwiatów....
Na początku frezja w najjaśniejszym kolorze, intensywna i upajajaca, podkręcona świetlistymi aldehydami i doprawiona zadziornym różowym pieprzem, później fiołek o aksamitnych płatkach, delikatny i czarujący, dalej irys z heliotropem w pudrowym tumanie, na koniec ziemisty mech dębowy i kremowy sandałowiec, delikatnie dosłodzony ambrową żywicznością i ugładzony cielistym piżmem.
Piękno.
Zielone, żywe piękno.
Żegnam cię wiosno, mam nadzieję, że nie na długo ;)



Perfumy te polecam miłośnikom świeżych, kwiatowaych woni.
A odradzam fanom klasycznego Boudoir - bo to zupełnie inna bajka.


Przy tworzeniu kompozycji pracowała wraz z Marie Salamagne (Firmenich) sama Vivienne Westwood.


Rok powstania: 2007
Nos: Marie Salamagne
Nuty zapachowe:
głowy - aldehydy, frezja, różowy pieprz
serca - heliotrop, fiołek, irys
bazy - piżmo, ambra, mech dębowy, sandałowiec



[Zdjęcia:
1 i 3 - z domowego archiwum,
2 - fotka reklamowa BSG]





31 gru 2012

Flowerparty by Night

Dziś trafił do mnie długo wyglądany niebieski flakonik :D
Nowa wersja miała być "odważną" reinterpretacją klasyka. Dodane nuty lukrecji, migdałów i wanilii miały być wybuchowe, prowokacyjne, uzależniające....
Wymyśliłam sobie, że będzie to Yves-Rocherowa werjsa Lolity L.


No i jak zwykle na moich wymysłach się 'przejechałam'. Mam naprawdę niewiele do napisania.
Flowerparty by Night otwiera się cytrusowo, jak kwaśne miśki Śmiej-Żelki, w które ktoś przez przypadek wsypał parę pałeczek lukrecji z Colorado.









Dalej mamy wplecioną subtelną rożę - lekką, różową, młodą jeszcze ;), a po kolejnej chwili szczyptę startych na proch migdałów. Ten moment jest zdecydowanie słodszy, a gdy na sam koniec dochodzi do głosu waniliowa nuta, możemy uznac, że kompozycja wpisuje się w nurt gourmand....
Niestety, muszę zapytać po raz kolejny: panie Romano, gdzie trwałość, gdzie moc?? Przecież to ma być woda perfumowana! Po 3-4 godzinach szoruję nosem po nadgarstku i łapię zapachowe wspomnienie....


 
Marzył mi się pachnący cud sylwestrowej nocy, a dostałam... Flowerparty II. Ech...
Koniec strzałów w ciemno! - to moje noworoczne postanowienie.


 
 
 
Rok powstania: 2012/2013
Nos: Philippe Romano
Nuty zapachowe podane przez firmę:
lukrecja, migdał i wanilia (domyślnie: cytrusy, róża)


[Zdjęcia:
1. fotka reklamowa YR
3. lukrecja pochodzi ze strony Schenken ohne denken.de
2,4 i 5 z domowego archiwum]







 


25 gru 2012

Czas życzeń, czas cudów....

".... Czemu echo powtarza śpiew dzwonków pasterskich?
Dlaczego wkoło słychać szelest piór anielskich?
Skąd płynie dziwne ciepło, co świat zimą grzeje?
Czemu złocistym blaskiem mrok nocy jaśnieje?
I skąd w duszy radości najczystsze strumienie?
Cud cudów! W głębi serca Boże Narodzenie. "
[Renata Strug - "Cud stajenki"]



Czytelnikom bloga i wszystkim moim bliskim składam najserdeczniejsze życzenia:
niech ten świąteczny czas będzie dla Was czasem radości, czasem miłości i czasem wielkiego szczęścia. I niech przyniesie dobre owoce w Nowym Roku.





10 paź 2012

Solinotes cz.2 - Patchouli

Paczulowe zapachy, zaraz po kadzidłach, były dla mnie prywatnym odkryciem perfumeryjnej Ameryki. Po okresie używania perfum zwyczajnych, obraźliwie trochę nazywanych "kwiatkami-sratkami" nadeszła dla mnie era odkryć wśród zapachów paczulowych, drewnianych, trochę dziwacznych, trochę niecodziennych lub wcześniej po prostu mi nieznanych.


Nazbierałam sobie całą paczulową gromadkę i choć entuzjazm poszukiwawczy już mi minął, nie potrafię przejść obojętnie obok rzucającego sie w oczy czy w nos zapachu
z paczulą w roli głównej.
Z tego też powodu Patchouli było drugim kartonikiem z serii Solinotes, który wrzuciłam do zakupowego koszyka.

 
 
Miłośników paczuli w czystej postaci pewnie rozczaruje, bo jest to wersja "ludziowa" - początkowo sucha, pylista, dość wytrawna, po niedługim czasie jednak znacznie się wysładza, robi się okrągła, gładka, błyszcząca. Żadne tam zatęchłe piwnice czy mokre szmaty ;)
Podczas noszenia Patchouli nie mogę odegnać sprzed wewnętrznego oka takiego obrazu:

 
 
Nie, to nie pachnie śliwkami ;) - po prostu tak mi się jakoś zlało w całość.
Pewnie przez flakon i kolor płynu oraz idealne piękno śliwek :D

Patchouli do mieszania z Ambre jest idealne, a i noszone solo sprawia mi wiele frajdy
i przyjemności.
Poleciłabym gorąco wszystkim zaczynającym swoją paczulową przygodę, gdyby seria była w Polsce dostępna. A tak.... popisałam sobie a muzom ;)




Rok powstania: 2010


[Zdj. 1 - ze strony kraeuter-und-duftpflanzen.de]
[Pozostałe zdjęcia mojego autorstwa ;) ]



9 paź 2012

Kolejne rozdanie marzeń w płynie - konkurs u Sabbath

Pięknie pachnący konkurs muszę dodać :D

Zajrzyjcie na Sabbath of Senses i wybierajcie nagrody sami :)

Spośród czterech rodzajów zestawów (a dokładniej: ośmiu pakietów próbek) każdy z pewnością wybierze coś dla siebie.

Jako i ja uczyniłam :D

Spójrzcie,  jakie tam między innymi cuda są:

 
 

Konkurs trwa do 13-go października.

Polecam!


8 paź 2012

Jesiennie

Dziś jeszcze jeden przerywnik - tym razem owocowy.
Bo nadeszła jesień, a wraz z nią pora na owoce, które wreszcie maja owocowy smak i pachną :)



Wyżywam się więc kulinarnie na jabłkach. Piekę, smażę, suszę, gotuję :D

I korzystam z okazji, że Yves Rocher podąża także tym jesiennym tropem.
[TU do obejrzenia cała seria. W Polsce na razie dostępny jest tylko żel pod prysznic.]




Jak tylko usłyszałam pierwsze pogłoski o tej nowości - narobiłam sobie smaka ;) Zamówiłam ekspresowo i czekałam na paczkę z ogromną niecierpliwością, wyobrażając sobie 'bogwieco'.

Niestety, muszę przyznać się do własnej ignorancji - przetłumaczyłam sobie niemieckojęzyczna nazwę serii 'Winterapfel' po swojemu i po swojemu wymyśliłam sobie, że będzie to wariacja na temat świątecznych przysmaków z jabłkami - czyli z dużą ilością goździków, cynamonu i innych rozgrzewajacych przypraw. Taa....
A 'Winteräpfel' to nic innego jak odmiany jabłek zbieranych jesienią, które przez zimowe miesiące dojrzewają w skrzynkach.

I sprawa się wyjaśniła - czekałam na zapach przypraw z jabłkami, a dostałam zapach jabłek. Po prostu.
Soczystych, świeżych, delikatnych, słodkich, złocistych jabłek.
Uroczych, przytulnych ;) umoczonych w karmelu - tak - jabłek :D

Miłośnikom DKNY Golden Delicious i podobnych - polecam.
Ja mam ładne odświeżacze kuchenne ;)




Rok powstania: 2012
Nuty: jabłko, wanilia.

[Zdjęcia mojego autorstwa]




5 paź 2012

Zielony? Nie. Rudy!

Miała być dziś kontynuacja notatki o jesiennych towarzyszach, tym razem w odsłonie paczulowej.
Ale nie będzie, bo zostałam znienacka "zbałamucona" ;)

Bałamutnikiem okazał się - zamówiony w ciemno - Kachgar ze stajni Isabel Derroisne.
Otworzył wrota mojej wyobraźni... Skusił pocałunkami o smaku pomarańczy, porwał w przyprawowy taniec, zakręcił mną, zawirował.... i porzucił :(

 
 
Obiecywał złote góry, obiecywał szczęście po kres naszych dni, a zwiał po 3 godzinach. Bałamutnik!
Spodziewałam się zielonego, statecznego towarzysza na dalsze lata, a dostałam rudego, ognistego Speedy'ego :D


Już w pierszej minucie tańca Kachgar jest rudy, rudo-złocisty, kapiący sokiem z pomarańczy, tarzający się w pomarańczowym miąższu, rozcierajacy pomarańczowe skórki. Po kilku chwilach akcja przenosi się z ogrodu w rejony kuchenne, gdzie podczas dzikich podskoków i wygibasów rozsypują się słoje z kardamonem i cynamonem. Rrrrobi się ostro i gorrrąco! Trochę kamforowo, trochę słodko, ale wciąż rudo :) Chmury przypraw osiadają na klejących się ciałach, na meblach, na deskach podłogi.... Brakuje powieterza, brakuje oddechu. Chcę krzyknąć: Stop! Pauza!
Ale już nie muszę.... Budzę się przytulona do zmurszałych kuchennych desek, sama...
Koniec tańca, koniec snu.

 
 


Rok powstania i nos: nieznane.
Nuty:
głowy - bergamotka i mandarynka,
serca - kardamon i cynamon,
bazy - drzewo sandałowe, ambra, wanilia i paczula.



[Zdj. 1 i 3 mojego autorstwa]
[Zdj. 2, a właściwie obrazek - wygrzebany z czeluści dysku, nie mam pojęcia skąd go mam :o]



4 paź 2012

Pora na zmianę :) - pory roku!

Przespałam wiosnę całą i lato szybko zeszło :D

Wracam jesienią z nowymi członkami rodziny - przedstawiam Państwu: Kasztaniaków!


Odkąd zamieszkali z nami, zaczęłam rozglądać się za ciepłym kocem, bamboszami i oczywiście kandydatem na zapach jesieni.
Nie musiałam szukać długo, właściwie zapach odnalazł mnie sam. Wrócił pewnego dnia razem ze mną z zakupów :D
Rozgościł się wśród Kasztaniaków:




Owinął mnie sobie wokół palca, siebie owinął wokół mojej szyi i towarzyszy mi prawie nieprzerwanie.
Nawet kiedy w porannym pośpiechu sięgam po inną butelkę, Ambre kusi mnie swą słodyczą i przytulnością już wczesnym popołudniem. Ulegam. Zawsze. Nie potrafię się oprzeć tej subtelnej żywiczności, rodzynkowej słodyczy, prostocie i bezpośredniosci :)
Bo Ambre jest tylko tym - wariacją na temat słodkiej żywicy. Albo aż tym?


Moim dzisiejszym bohaterem, jesiennym przyjacielem jest zapach Ambre z serii Solinotes z domu mody Arno Sorel (nie udało mi się znaleźć zbyt wielu innformacji na jego temat, nawet ich strona internetowa nie działa :( ).
W każdym razie, z tego co widziałam na własne oczy - seria składa się z sześciu jednonutowych zapachów, które można dowolnie ze sobą łączyć, aby za każdym razem móc pachnieć inaczej ;)


Przyznaję, pomysł mnie 'wciągnął', zaczarował - kupiłam kolejne zapachy do mixowania: Patchouli, Musc i Mure. Podarowałam sobie Coco i Vanielle.

Zapowiada się niezła jesienna zabawa :D

Pięknego dnia!


Zapachy powstały w 2010 roku, do kupienia w wybranych drogeriach dm, w oszałamiającej cenie 7,95€ za 50ml.


[Zdj.1,2,3 - mojego autorstwa]
[Zdj. 4 za fragrantica.com]